Wszystkie rzeczy już spakowane. Czas ruszać w drogę. Udałem się do przedpokoju i narzuciłem na siebie płaszcz. Zbierając po drodze telefon, szybko wyszedłem na zewnątrz. Przed samochodem czekała już moja narzeczona. Była ubrana w piękną bordową suknię, która sięgała Jej do ziemi. W ręce trzymała białą parasolkę, co było dosyć dziwne, ponieważ nie padało. Jak widać, taka jest moda w dzisiejszych czasach. Podszedłem do dziewczyny i ucałowałem Jej dłoń na przywitanie.
- Witaj, kochanie. - rzuciła, szybko mierząc mnie wzrokiem.
- Cześć. - mruknąłem obojętnie.
- Nie mogę się doczekać kiedy będziemy w Nowym Yorku. - powiedziała rozmarzonym głosem, aż skręciły mi się kiszki.
- Tak...Myślę, że spodoba Ci się miejsce, gdzie będziemy powoli układać sobie życie. - uśmiechnąłem się do Niej, ujmując Jej dłonie. Nie wiedziałem dlaczego bo robię. Nie kochałem Courtney. Chciałem coś powiedzieć, ale przyszedł mój brat.
- No to co? Jedziemy? - odsunąłem się od brunetki.
- Tak. Czas udać się w podróż życia. - podekscytowanie od Niej wręcz biło. Kiedy znaleźliśmy się obok pojazdu, który miał zawieźć nas do portu, otworzyłem drzwi jak dżentelmen i wpuściłem ciemnooką do środka . Na miejsce dotarliśmy po 15 minutach. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do szofera.
- Dzień dobry. Wszystkie kufry do Apartamentu de Lux. - do ręki wcisnąłem mu napiwek i odszedłem. Oczom ukazał mi się ogromny parowiec. Jeszcze nigdy nie widziałem tak dużego statku. Byłem w niebo wzięty, ale przypominałem sobie by pomoc bratu. Podszedłem do Courtney i wspólnie udaliśmy się na pokład. Wchodząc miałem wrażenie, że się duszę. Ta podróż stawała się moją niewolą. Moi rodzice chcieli abym znalazł sobie przyzwoitą żonę, lecz ja nie chciałem i zwlekałem z tą sprawą. Niestety zbyt długo, ponieważ moja mama i tata wspólnie postanowili, że ożenię się z panną Eaton. Po kilku minutach siedzieliśmy w naszym, a raczej moim apartamencie. Patrzyłem jak służba rozpakowywała wszystkie bagaże.
~~~ Laura ~~~
Siedzę w stresie i patrzę jak rozgrywa się gra w pokera. Na stole leżą nasze wszystkie pieniądze oraz trzy bilety na statek do Nowego Yorku. Ostatnie rozgrywka w której okaże się kogo życie odmieni.
- No to pokazujemy. Przez to może czyjeś życie się zmieni. - powiedziała moja siostra.
- Ell... - wyjęczała ze zrezygnowaniem
- Nic... - powiedziałem, nadal próbując być twardym
- Jack. - ciągnęła.
- Nic. - zacisnąłem pięści.
- No to przykro mi Ell...
- Co? Jak to...- przerwał Jej gestykulując rękami.
- Ell... przykro mi, że będziesz musiał zostawić swoją mamę. Płyniemy do ameryki! - Van rzuciła cztery asy na stół.
- Przepraszam państwa, ale Titanic płynie Ameryki za pięć minut. - powiedział starszy pan wskazując ręką na zegar wiszący na ścinie.
- O cholera! - krzyknęła moja kochana siostra. W tempie natychmiastowym zaczęliśmy zbierać pieniądze ze stołu i szybko wybiegliśmy z knajpki. W porcie było mnóstwo ludzi. Z ledwością przepchnęliśmy się, ale zdążyliśmy w ostatnim momencie. Szybko udaliśmy się do naszej kajuty. Przywitaliśmy się z naszymi współlokatorkami. Postanowiłam przejść się i zaczerpnąć świeżego powietrza. Kiedy weszłam na dolny pokład przeznaczony dla "gości' z trzeciej klasy. Tak zwanych wyrzutków .Oparłam się o barierkę i zaczęłam podziwiać widoki. Nagle usłyszałam jak ktoś się kłóci. Odwróciłam się i ujrzałam dwóch mężczyzn żwawo ze sobą rozmawiających. Po chwili jeden złapał drugiego i coś mu tłumaczył, a ten tylko przytaknął i oboje odeszli. Znów odwróciłam się w stronę oceanu i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się na prawdę. Może nasze życie (moje i Vanessy) , które do tej pory wyglądało strasznie w końcu się zmieni na lepsze. Ale przecież nie zawsze było u nas tak źle. Kiedy żyli moi rodzice to było cudownie, ale gdy ich zabrakło straciłyśmy wszystko. Dom, który zajął komornik. Pieniądze, których nie było za wiele, a nawet pamiątki po rodzicach, które nas skradziono. Wtedy wylądowałyśmy pod mostem. Zawsze gdy szłam spać z nadzieją na lepsze jutro patrzyłam w gwiazdy z nadzieją, że rodzice czuwają nad nami. Mimo, że w młodym wieku zostałam sierotą obiecałam sobie, że nigdy nie będę płakać z tego powodu. Może czasami brakuje mi ich miłości i ciepła nie załamuje się i idę dalej. Byliśmy szczęśliwą rodziną, a teraz nie mamy nawet dachu nad głową. Niestety wszystko co piękne kiedyś się kończy.
~~~ Ross ~~~
Ledwo wyszedłem z mojego pokoju Riker na mnie naskoczył z pytaniem dlaczego nie jestem u Courtney. Jest mi tak strasznie źle. Dlatego chcę wrócić do mojego kraju, do domu, w którym się urodziłem, wychowałem i tam też zamierzam umrzeć. Mój brat nie zważa na to co ja chcę, ale na to aby mu było mu dobrze. Więc postanowił ożenić z dziewczyną bogatszą od króla, ale nie dlatego, że miał taki kaprys tylko chce zrobić z Jej ojcem poważne interesy. Czasami zastanawiam się, czy moje zdanie w ogóle Go obchodzi. Szedłem w gniewie mając ochotę rozwalić wszystko co spotkam na swojej drodze, ale kiedy zobaczyłem ten piękny ocean od razu się uspokoiłem. Podszedłem do barierki. Oparłem na niej swoje ręce i wtedy zobaczyłem ją. Prostą dziewczynę. Cudowna twarz, piękne brązowe oczy i lekko malinowe usta. Od razu było widać, że nie jest z wyższych sfer tylko z tych bardziej przyziemnych. Wtedy wpadłem na dosyć głupi, ale dla mnie dobry pomysł. Szybko udałem się w stronę mojego pokoju. Kiedy już tam byłem otworzyłem moją szafę na ubrania. Tam chowałem ubrania, których mogłem bez problemu chodzić po mieście bez zbędnych komentarzy i spojrzeń. Wyciągnąłem z niej czarną zwykłą koszulkę i zniszczone spodnie, a na głowę założyłem czapkę z daszkiem. Wyszedłem z pokoju patrząc, czy nikt nie idzie. W tej chwili nie chciałem wpaść na Riker`a. Pewnie zacząłby zadawać pytania na które nie mam ochoty odpowiadać. Gdy byłem już na dolnym pokładzie, zacząłem szukać wzrokiem dziewczyny, którą zobaczyłem z góry, ale nigdzie Jej nie było. Chciałem z Nią porozmawiać. Lubie to robić. To było takie oderwanie od rzeczywistości i mogłem poudawać kogoś innego. Nie bogatego chłopca z dobrej rodziny, tylko biednego sierotę szukającego przygód. Usiadłem na ławce i pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem kiedy ktoś usiadł obok mnie . Podniosłem głos i wtedy ją zobaczyłem. Dziewczynę była bardzo ładna.
- Cześć. - powiedziała.
- Witaj. - odpowiedziałem Jej . - Widziałem Cię...
- Wiem.- uśmiechnęła się do mnie. - Ale tam na górze przechadzają się Ci bogaci. Co tam robiłeś ?
Witam bardzo serdecznie. Długo mnie nie było, ale szkoła i szkoła. Kolejny rozdział może pojawi się w przyszłym tygodniu bo mam ferie zimowe:) Proszę o komentarze i zapraszam do obserwowania :)
Pisz! Pisz! Pisz! Nowy rozdział proszę! <3 Świetny rozdział no i prolog! :D Błagam napisz szybko nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie! <3
ross-badboy-laura-prettygirl.bloog.pl
Jesteś nominowana do LBA! <3
OdpowiedzUsuńGenialne opowiadanie! <3
http://ross-badboy-laura-prettygirl.bloog.pl/id,353877345,title,Nagroda-LBA,index.html